Świat marzeń i prawdy

Tęsknota

Tęsknota rozsadza mnie od wewnątrz, chcieć a móc to dwie różne sprawy. Po nocach nie mogę spać, myślę i tęsknię, tęsknię i myślę, spać mi nie dają moje rozszalałe myśli, myślę o wszystkim i niczym. Poznałem kiedyś dziewczynę, miłą, ładną, można powiedzieć ideał gdyby nie jedno 'ale', nie mogę z nią być, a bez niej żyć nie sposób. Zdarza się, że cierpię z jej powodu, bo jak tu nie cierpieć gdy się słucha jej opowieści jaki jej chłopak jest cudowny, jaki delikatny itd. Gdy jednak nie rozmawiam z nią kilka dni, jest jeszcze gorzej, zaczynam myśleć, rozmyślać nad swoim życiem i dopiero wtedy cierpię.

Moje życie nie ułożyło się tak, jak bym chciał, oczekiwał, czasami rozmyślam... Po co żyć, po co znosić trudy codzienności, skoro nie mam dla kogo żyć, po co się trudzić codziennym wstawaniem, jak i tak wiem że ten dzień będzie bliźniaczo podobny do poprzedniego?!

Jest jednak coś co mnie utrzymuje przy życiu... to właśnie ona nadaje sens mojemu życiu, powoduje że wstaję codziennie z nadzieją, że spotkam ją i porozmawiam choć chwilkę, wstaję codziennie też z obawą, że tym razem jej nie zobaczę, wtedy pozostają mi tylko sny, w których ją widuję, tańczymy razem, całujemy się, pieszczę ją zaczynając od nieśmiałego pocałunku, a kończąc na szaleńczym seksie, który jest namiętny, dziki. Czasami w snach tylko patrzę na nią jak śpi, siedzę obok jej łóżka i patrzę, mógłbym tak wtedy bez końca siedzieć obok, czuję wtedy... błogość, która mnie ogarnia, jestem wolny, bez zmartwień, bez kłopotów, liczy się tylko ona, nie ma nic oprócz niej, niestety sen rankiem pryska jak bańka mydlana i pozostaje mi tylko tęsknota.

Zdarza się, że mam ochotę wyć z tęsknoty za nią, tęsknoty która boli nie tylko duszę, ale też ciało. Tęsknoty, która pali moje trzewia, wypala mi duszę, powoduje, że nie potrafie się uśmiechać, idę do pracy, idę i... tęsknię, idąc nic nie widzę, żyję jak nieobecny, obojętne mi jest to, co się stanie za godzinę, za minutę, ale gdy tylko ją spotykam, wszystko nabiera kolorowych barw, życie nabiera sensu, uśmiecham się do ludzi, do świata, a przede wszystkim do niej.

Boję się nazwać to, co czuję do niej jednoznacznie, boję się nazwać tego miłością, wmawiam sobie, że to jest przyjaźń lub jeszcze coś mniejszego, taka sobie zwykła znajomość, gdyż wiem, że nigdy nie będzie odwzajemniona.
Oddałbym życie za nią, gdyby tylko chciała byłbym jej... niewolnikiem, niewolnikiem, który czuwa u jej stóp i czeka na najmniejsze jej słówko.

Jest najwspanialszym darem... darem bożym, który mnie ocalił od życia w niebycie, ocalił moją duszę, która się obudziła, gdy ją poznałem i pokochałem, przed naszym spotkaniem nie byłem zdolny do żadnych uczuć, nic nie czułem, byłem a jednocześnie mnie nie było. Jakie jest teraz moje życie? Składa się ono z tęsknoty przeplatanej z radością, tęsknię gdy jej nie ma, szaleję z radości, gdy ja widzę.

Czekałem na nią całe życie, nigdy się nie ożeniłem, nawet nie próbowałem poznać kogoś innego, bo nie sposób spotkać kogoś, kto choć w minimalnym stopniu dorównywałby jej ciepłu, dobroci, urodzie. Teraz będąc na granicy życia i śmierci, wreszcie mogę światu pokazać, jakim byłem w środku mojej duszy, napisać, że tęskniłem całe życie za czymś, co było nierealne, choć o tym doskonale wiedziałem nigdy nie potrafiłem odejść od niej, odejść i spróbować ułożyć sobie życie.

Ona umarła parę lat temu, a ja ciągle żyje tylko nią. Żyję ... tylko dla niej, dawno bym popełnił samobójstwo, jednak wiem że by tego nie chciała.

W domu wszędzie mam jej zdjęcia, zdjęcia jak się uśmiecha, uśmiecha się do mnie, zawsze jest sama na zdjęciach. Gdy tylko się budzę widzę ją, jej piękny promienny uśmiech.
Czuję, że śmierć nadchodzi i jestem szczęśliwy, bo wiem że ją spotkam, będziemy już razem na wieki.

Autor : Rafał vel. Puma

Rafał © 3.04.2006