Świat marzeń i prawdy

Moja wielka miłość

Jestem już stary, bardzo stary... U kresu mojej podróży przez życie zaczynam spisywać swoje wspomnienia. Zastanawiam się czy wszystko zdążę spisać, wszystkie wspomnienia, bo życie miałem burzliwe. Szkoda czasu na wstępy, może zacznę od... zresztą czas zacząć.

Działo się to około siedemdziesiąt lat temu, byłem młodym, dosyć przystojnym chłopakiem, pomimo iż miałem trzydzieści cztery lata, nadal stanu wolnego. Do tej pory zastanawiam się dlaczego?
Poznałem o czternaście lat młodszą dziewczynę. Rozmawialiśmy coraz dłużej, opowiadała mi o sobie, ja jej o sobie, zaczynaliśmy się poznawać coraz bardziej. Wywiązała się między nami nić porozumienia, czułem że mnie rozumie, rozumie moje obawy co do kontaktów z dziewczynami.

Była bardzo wdzięcznym słuchaczem, potrafiła słuchać, nie przerywać, nie śmiać się z tego, co mówiłem, potrafiła też pięknie opowiadać o sobie, a ja uwielbiałem jej słuchać. Utrzymywała, że te czternaście lat różnicy nie jest dla niej żadnym problemem.

Miała piękne niebieskie oczy, mogłem się zatopić w nich jak w oceanie. Uwielbiałem spacerować z nią w parku, patrzeć jak z wdziękiem się porusza. Jej pasją był taniec, co zresztą było widać na parkiecie, często tańczyliśmy do białego rana. Zapominałem wtedy o całym świecie, liczyła się tylko ona i ta chwila, nic innego nie miało dla mnie znaczenia. Jej taniec zawsze wzbudzał podziw wśród innych.

Traktowała mnie jak serdecznego przyjaciela, nie przeszkadzało mi to, choć w głębi duszy pragnąłem czegoś więcej. Chciałem całe życie być z nią i nie opuszczać jej aż do śmierci, jakie to banalne słowa lecz ja głęboko chciałem z nią być na dobre i na złe.

Kochałem ją platonicznie, czy istnieje taka miłość? Jak widać istnieje, ona nie miała pojęcia, co ja czuję a ja to urkywałem. Miała chłopaka, którego kochała i to bardzo, jak mogłem w takim wypadku wyznać jej miłość?!

Wreszcie stało się to, czego się najbardziej obawiałem, odeszła ode mnie, zerwała wszelki kontakt ze mną. Rozumiałem jej powody które nią kierowały, jej chłopak stał się zazdrosny o mnie, choć nigdy jej nawet nie pocałowałem, nie dałem jej odczuć, że ją kocham. Postawił jej ultimatum: albo zerwie kontakt ze mną, albo on odejdzie od niej, jak w takiej sytuacji miała postąpić?!

Wyjście było oczywiste. Nie potępiałem jej za to, kochałem ją i pragnąłem jej szczęścia. Kiedyś usłyszałem takie stwierdzenie: "Nieraz większą miłością jest pozwolić odejść ukochanej osobie" i ja właśnie tak postąpiłem, pozwoliłem jej odejść bez walki.

Napisała do mnie list pożegnalny, pełny uczucia przyjaźni, ciepła, zapewnień, że nigdy nie spotkała takiego przyjaciela z którym mogła się śmiać i płakać. Prosiła, bym nigdy nie pisał do niej, tylko raz złamałem tą prośbę, wysłałem jej życzenia urodzinowe, bardzo chciałem napisać je z uczuciem, wyznać jak bardzo mi jej brak, że nie mogę żyć bez niej, że świat stał się czarną dziurą która mnie wchłania w nicość. Nie mogłem jej tego wszystkiego napisać, zraniłbym ją tym wyznaniem, czuła by się winna iż mnie tak boleśnie rani.

Czytałem ten list i płakałem, nigdy nie płakałem tak bardzo. Myślałem nawet o samobójstwie, a przed śmiercią chciałem jej napisać list pożegnalny, wyznać jej miłość i powiedzieć iż czekam na nią w innym, lepszym świecie. Wiem, to hipokryzja z mojej strony obarczać ją moją miłością, gdy mnie już nie będzie na tym świecie, nie mogłem wytrzymać bez wyznania jej wszystkiego, nie potrafiłem żyć, właściwie to nie potrafiłem umrzeć bez wyrzucenia tego wszystkiego z siebie.

Jestem tchórzem i jednak nie byłem zdolny posunąć się do tego kroku i skończyć ze sobą, może też tliła się we mnie iskierka nadziei, że być może kiedyś wróci do mnie i wtedy jej wyznam wszystko, wyznam jej miłość i liczyłem, że być może ona także mnie pokocha...

Przez całe życie czekałem na nią, nigdy się nie ożeniłem, nawet teraz u kresu życia czekam na nią, choć nie wiem nawet czy jeszcze żyje.

Autor : Rafał vel. Puma

Rafał © 3.04.2006