Świat marzeń i prawdy

Krzyk

KRZYK rozpaczy, KRZYK samotności, KRZYK smutku, KRZYK bezimienności, jeden wielki KRZYK.

Mam ochotę krzyczeć i jednocześnie schować się w 'mysią dziurę', chcę krzyczeć bo czuję się niezauważalny dla otoczenia, czuję się niewidzialny, istnieję, a jakbym w ogóle nie istniał na tym świecie. Siedzę sam, za oknem noc, głucha noc, tylko wilki słychać, ciarki mi przechodzą po plecach, jestem jak zwykle sam w domu, może to mój stan z wyboru czy też... zostałem tak wychowany żeby... być zawsze samemu, żeby nie walczyć o to, by ktoś mnie zauważał. Mam trzydzieści sześć lat i czego dokonałem w życiu, kim jestem?

Jestem nikim, jestem sam, jestem człowiekiem, z którym nikt się nie liczy. Czyja to wina i czy kiedyś to się zmieni?

Marzy mi się śmierć... pożyteczna, taka żeby coś znaczyła... śmierć za życie. Boję się zapomnienia po śmierci, boję się, że nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś był taki ktoś... co nic nie znaczył, no właśnie 'nic nie znaczył', tak więc po co o nim pamiętać?!

Gdyby moja śmierć uratowała komuś życie, to chociaż ktoś by o mnie pamiętał, tylko czy taka śmierć jest możliwa w dzisiejszych czasach?

Każdy myśli o sobie, a gesty w stylu poświęcenia się dla kogoś, są odbierane jak... wariactwo. Ale, ale odbiegłem od mojego krzyku, chciałbym krzyczeć i krzyczeć, aż ktoś wreszcie by mnie zauważył, niech chociaż powie 'zamknij się wariacie', przez krótką chwilę poczułbym, że ktoś zwrócił na mnie uwagę, poczuł jak to jest, gdy ktoś się do ciebie zwraca, poczuł się obecny w społeczności ludzkiej, a nie tak, jak teraz, gdy mogę płakać, śmiać się, rozpaczać i nikt tego nawet nie zauważy.

Muszę już kończyć, słyszę że ktoś idzie, to idzie śmierć po mnie, ktoś się upomni o mnie, ktoś kto przyjdzie DO MNIE, a co będzie po śmierci? Po śmierci będzie bez zmian, nic się nie zmieni, tam tak samo jak tutaj, nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi, jaka w takim razie jest różnica między życiem a śmiercią... żadna, więc po co żyć?!

Śmierć wreszcie wybawi mnie od walki o to, żeby zaistnieć na tym świecie, tylko czy ja tak naprawdę walczyłem o coś kiedykolwiek? Walczyłem tylko o to żeby... przeżyć i dochodzę do wniosku że nie było warto!

Widzę jak śmierć idzie, jest taka... biała, czysta, niewinna, dlaczego się jej bać skoro wraz z jej nadejściem kończy się nasza walka o życie.

Walka o to żeby być zauważalnym, obojętnie czy w pozytywnym znaczeniu czy też negatywnym, ważne żeby się o nas mówiło i gdy nadejdzie śmierć żeby pamięć o nas nie zaginęła.

Autor : Rafał vel. Puma

Rafał © 3.04.2006