Świat marzeń i prawdy

Inwazja

Wszystko zaczęło się pewnego dnia w moim mieście, ludzie panikowali, nie wiedzieliśmy, co się dzieje... ale zacznę od początku.

Dzień, jak co dzień w małym miasteczku, ludzi mało na ulicach, wzajemne ukłony, senna atmosfera dnia codziennego, nagle zaczęły z ziemi wytryskiwać gejzery wody, raczej nie wody a jakiejś cieczy.

Wszyscy biegali, krzyki przeplatały się z wołaniem o pomoc, choć przecież oprócz tych gejzerów nie było bezpośredniego zagrożenia i nikt nie ucierpiał, po pewnym czasie oprócz tej cieczy doszedł jeszcze gaz, widać było białe chmurki wydobywające się z pod ziemi. Panika ogarnęła teraz wszystkich, ludzie biegali lecz wszędzie było tak samo czyli gejzery, nie były duże wypływy cieczy, ale było ich bardzo dużo i z każdą chwilą coraz więcej.

Przybywało tego czegoś, brodziliśmy już po kolana w tej cieczy, a chmury gazu były wszędzie, widoczność zmniejszyła się do kilku metrów, wszyscy bali się bardzo, widzieliśmy że grozi nam utonięcie. Nadszedł czas pożegnania się z życiem, jeszcze kilku z nas utrzymywało się na powierzchni, lecz siły opadały i powoli wszyscy... tonęli.

Ja wraz z wszystkimi mieszkańcami utonąłem... i tu niespodzianka... jednak żyłem nadal, oddychałem choć byłem przecież pod 'wodą', moje ciało przechodziło metamorfozę, robiłem się... gumowaty, całe ciało mogłem rozciągać, chociażby wyjmować oczy. Zastanawiałem się co będzie dalej, zebrała się grupka osób i debatowaliśmy co się stało? Czy taka sytuacja zaistniała na całej planecie, jaki kataklizm mógł wywołać takie skutki? Nikt nie znał odpowiedzi na te pytania.

Minęło kilka godzin na bezowocnych rozmyślaniach, nagle, nie wiedzieć skąd, podszedł do nas pewien człowiek, zaczął nam tłumaczyć co się stało... Z każdym zdaniem, którego słuchaliśmy, wpadaliśmy w coraz większe osłupienie, okazało się, że to nie jest człowiek, lecz istota z innej planety i to nie żaden kataklizm, ale dostosowanie warunków środowiskowych, w których oni żyją.
Tłumaczył nam, że nie mamy się czego obawiać, dostosowali nasze ciała do takich warunków, że nie będą ingerować w nasz świat, chcą tylko z nami mieszkać, a w zamian dali mam nowe wspaniałe możliwości jak telekineza, zaprezentował nam próbkę możliwości, że nie ruszając się z miejsca możemy zaspokoić swoje wszystkie potrzeby.

Z czasem wszyscy się uspokoili, zaakceptowali zmiany, które podobały się zwłaszcza 'nierobom', a takich było sporo w naszej społeczności. Fauna i flora też się zmieniła, roślin jako takich nie było, rosły inne, nie takie jakie znaliśmy, choćby drzewa owocowe... To były raczej torby wkopane w ziemię, z których 'wyrastały' drzewa, a zamiast owoców rosły na nich produkty już przetworzone, w pojemnikach z sokiem i słomką, zwierzęta zaczęły mówiłć albo też to my zaczęliśmy je rozumieć.
Sielanka trwała, ludzie przestawali się ruszać, mówić, myśleć, stawaliśmy się... bezrozumnymi istotami, które sobie istniały nie wiedzieć po co.

Nie wszyscy poddali się błogiemu nieróbstwu, mnie takie życie nie odpowiadało, myślałem i myślałem, co będzie dalej z ludźmi, z rasą ludzką, czy czeka nas wymarcie czy też jeszcze gorszy los, zebrałem grupkę osób myślących podobnie.

Nadal udawaliśmy, że nam takie życie odpowiada, leżeliśmy plackiem tak jak inni, tylko nasze zmysły pracowały intensywnie, zbieraliśmy wszelkie informacje, z czasem wszystko się wyjaśniło... To jest INWAZJA, a my mieliśmy być potrzebni tylko po to, żeby ich rasa nie wyginęła, z nieznanych im powodów ich ciała umierały, ale naukowcy odkryli, jak przenosić umysły do innych ciał, a nasze ciała były odporne na chorobę która ich wyniszczała.

Okazało się potem, że jesteśmy odporni na przenoszenie myśli dlatego musieli osłabić nasze EGO, rozleniwić nasze umysły, aby transfuzja osobowości była możliwa.

Wypracowaliśmy też sposoby walki z nimi, należało obudzić w nas rozum, pobudzić nas do myślenia i tym samych przeszkodzić im w planach, próbowaliśmy czytać książki na głos, zauważyłem iż niektóre bardziej oddziaływają na ludzkie umysły. Zrobiliśmy systemy nagłośnienia i zaczęliśmy czytać, czytaliśmy z początku godzinę dziennie, ale potem czytaliśmy już całą dobę.
Efekty były widoczne, ludzie budzili się z letargu, zaczynali chodzić, myśleć, dyskutować

I tutaj kończy się mój sen, mam nadzieję iż nigdy do tego nie dojdzie naprawdę.

Autor : Rafał vel. Puma (05.09.2005)

Rafał © 3.04.2006