Świat marzeń i prawdy

Depresja

Wdziera się w umysł samotność, rezygnacja, niemoc, otacza mnie ze wszystkich stron. Obejmuje najdalsze zakamarki mojego umysłu, jest jak drapieżnik, który czyha na moją nieuwagę. Walczy ze mną na śmierć i życie, próbuję i ja z nim walczyć ze wszystkich sił. Medytacją, yogą, a jeśli to nie pomaga stosuje tabletki, narkotyki. Narkotyki... potrzebuję ich coraz więcej, gdy jestem naćpany wszystko wygląda inaczej, świat jest jak sen. Jestem w tym śnie motylkiem, czuję się wolny, swobodny, bez zmartwień. Wiem, że narkotyki mnie niszczą, ale już nie potrafię się opierać tej ... drapieżnej istocie. Wiem, to błędne koło, nie sposób z niego wyjść, jedynym wyjściem jest śmierć.

Przyjaciele... mam paru przyjaciół, pocieszają mnie, mówią frazesy w stylu 'wszystko będzie dobrze'... Za moimi plecami pewnie mówią zupełnie co innego, mówią: 'to ten wykolejeniec, wrak człowieka, nic z niego nie będzie' i mają rację. Jestem strzępem człowieka, jestem nikim. Nie mam ochoty do życia, funkcjonowania, egzystencji.

Co za sens żyć w ciągłej walce z wrogiem, który jest silniejszy ode mnie? Pytam ciągle siebie, po co ja żyję, po co istnieję, po co się narodziłem?

Czy nie lepiej skończyć z tym wszystkim, skończyć i wreszcie móc odpocząć. Jestem zmęczony walką, coraz częściej myślę o śmierci. Zastanawiam się jaki rodzaj samobójstwa wybrać, czy będę na tyle odważny lub na tyle tchórzliwy, by skończyć z sobą. Postanowiłem się powiesić, piszę list pożegnalny, tylko do kogo go napisać, kto będzie chciał przeczytać list człowieka, którego już i tak nie ma wśród żywych? Kogo obchodzi śmierć takiego zera jak ja, jestem przegrany, zawsze byłem sam. Nikt tak naprawdę nie interesował się mną, nikogo nie obchodziły moje potrzeby, moje rozterki duchowe.

Przygotowałem sobie mocny sznur, przymocowałem jeden koniec do balustrady balkonu, a z drugiego końca zrobiłem pętlę, założyłem na szyję i... skoczyłem z balkonu. Duszę się, brak mi powietrza, usiłuję złapać choć odrobinę tlenu, ale pętla zaciska się coraz mocniej. Słyszę trzask, to trzask moich kręgów szyjnych. Zwisam jak... trup z balkonu, nic już nie czuję, wreszcie jestem wolny, nieskrępowanie wolny niczym wolność.

Autor : Rafał vel. Puma

Rafał © 3.04.2006