Świat marzeń i prawdy

Bespiechniy angiel

Jest prawie 12 w południe. Siedzę w szkole sam sobie dziwiąc się "co ja tutaj robię". Jestem tu tylko cieleśnie. Po paru łatwiejszych dniach nadszedł cięższy-niby taki sam, a jednak zgoła inny od poprzednich. Nie wiem co się dzieje. Znowu w nocy przyśniło mi się "Słońce". Uśmiechnięte jak zawsze, ale jakby obce. Jakby Bóg chciałby mi coś przez ten sen pokazać, uświadomić. Myślę, że to kolejna próba pomocy od Niego-"ciężkie uderzenie, zdobycie Himalajów", a później przecież ma iść z górki. Dziś rano po raz kolejny uświadomiłem sobie, że wciąż tęsknię, pamiętam. Że ta pustka jest i niczym nie została zastąpiona. To jest chyba ciąg wydarzeń wydarzeń. Przed chwilą natrafiłem na króciutki Jej wpis w mojej "oazie". Wiedziony czymś nieokreślonym od razu sięgnąłem do porfela, by wyciągnąć jedyny namacalny Jej ślad. Tych parę słów, do których ostatnio bardzo rzadko wracałem, nieświadomie każe mi trwać. Jeśli mam mówić szczerze to chciałbym się wtulić w te słowa, żeby mnie przepełniły i pozwoliły dalej żyć, trwać, marzyć, uśmiechać się.

Marzyć-nie wiem co to już znaczy, nie interesuje mnie to-inaczej, może nie dotyczy...... W gronie ludzi energicznych, pełnych życia coraz trudniej się uśmiechać.
Uśmiechać-jak to jest się śmiać?? Żeby nie była to tylko mimika ale szczęście płynące z serca, z duszy.....

Pamięcią sięgam jedynie do tych "kliku" dni, które sprawiły, że..... No właśnie co się takiego stało.....Wtedy było to dla każdego, patrzącego z boku człowieka normalną rzeczą, dla ,mnie to był aksjomat...... Który się pojawił i znikł. Mieć żal do losu, że zabrał to co dał?? Już niewiele pamiętam z tych dni, parę słów, klika sytuacji....KŁAMSWO---->PAMĘTAM WSZYSTKO....... Może to i dziwne ale pamięcią sięgam ostatnio już jedynie do tego dnia, którego nigdy nie zapomnę i nic tego nie zmieni; ani ten "cholerny czas" jak w piosence Stachurskiego czy niewiadomo jakie uniesienia czy wydarzenia.

Patrzę teraz na moją nauczycielkę od polskiego. Prowadzi ochoczo lekcję, widze poruszające się usta..... Gdzieś w oddali 10. Dzień, który doprowadził do upadku mojej wiary w........
Ona tam jest..... Widzę zapalone światło w przyczepce, potem już tylko puste szafki i jeszcze ten zapach unoszący się w powietrzu. Słyszę te słowa "Trzymaj się Łukasz", patrzę na autobus i na Nią jak do niego wsiada. Nie docierało do mnie, że ona odjeżdża, że się z Nią żegnam, że ostatni raz mówię do Niej "Słońce". Żałuję każdego niepotrzebnego słowa, bo o jeszcze tylu rzeczach chciałbym Jej powiedzieć...........

Patrzę w górę i widzę Ją, jeszcze przez moment i nagle słyszę dźwięk odpalanego silnika, którego do dziś nienawidzę..... Rusza ten autobus. Nasz wzrok sie krzyżuje, po raz ostatni w moim życiu odprowadzamy się wzrokiem. Moje zapłakane oczy odnajdują w jej jak zawsze otuchę..... Odjechała tak jak Ją zawsze widziałem: pogodna, ciepła, sprawiająca że wszystko wokoło stawało sie oczywiste. Odprowadzałem wzrokiem autobus, który coraz bardziej się oddalał aż w końcu znikł. A ja?? Ja dalej stoję...Nie pamiętam co robiłem, co mówiłem. Paweł powiedział, że ten krzyk był taki jakby ktoś mnie na pół rozrywał..... Ale to było tylko jedno słowo: "NIE"...... Mój funfel zabiera mnie z ulicy, podobno mamy iść na śniadanie. Idę na coś nie wiedząć co robię, patrząc na przyczepkę, następnie na oddalone o parę kroków jezioro. Spoglądam na lustro wody, potem na horyzont. Jakby licząc na to, że Ona poszła tylko na żagle i zaraz wróci i otworzą sie drzwi w przyczepce. Podchodze do niej, są lekko rozwarte. Wchodzę, pomimo ściągniętej pościeli, pustych szafek i półek nie dociera do mnie że Ona nigdy już nie wróci...... Gdzieś po drodze śniadanie...... Zaraz po nim ku śmiechowi wielu osób siadam na stopniach przy wejściu.... Siędzę tam chyba cały dzień, nie wiem co robię i mówię......Noc nie przynosi nic...... Podczas kolejnych 2 ostatnich czuwam nieustannie, nie potrafie odejść.

W końcu ktoś zamyka tą "oazę"......, wprowadza się ktoś nowy. Światło błyska na nowo. Cień nadziei na chwilę (10 sierpień)

Wsiadam do pociągu... Wracam do domu...........

A Kamil podczas wyjazdu nad Solinę powtórzył mi kilkakrotnie 3 dni przed końcem: "Ona wyjedzie Łukasz, Ona wyjedzie.... I co Ty wtedy zrobisz??!!"
A ja Cie Kamilu nie słyszałem, może nie chciałem usłyszeć.
"To był sen Łukasz"-Wojtek mi to cały czas powtarza, a ja Go nie słyszę tak samo jak Kamila
Jak można nazwać snem coś, co się czuje, w tej całej nienamacalności jest takie bliskie...... Jak można czuć pomimo tych setek kilometrów, najwidoczniej można......

Za oknem szaro i smutno. Jeszcze niedawno liście były zielone, świeciło słońce i nie tylko na Niebie... A teraz?? Wszystko jest bardziej niż jasne..... Pogoda a oknem także mi sugeruje, że wszystko juz przeminęło..... I nie wróci..... Mam teraz taką ogromną chęć krzyknąć jak wtedy "NIEEEEE" i tylko tyle moge zrobić..... Gdy tak patrze za to okno to sie zastanawiam gdzie to wszystko jest...... Wszystko wskazuje na to, że to był sen.... Ale to nie był sen.....

Dziś rano po raz kolejny, bardziej niż zwykle poleciały łzy..... Łzy nic nie znaczące, łzy ktore czasu nie cofną, nie zmienią nic i w niczym nie pomogą...... Bo niby w czym mają pomóc.... Nawet nie jest mi lżej..... Czasem proszę Boga tak jak dziś by pozwolił mi się z Niąpożegnać..... Kiedy ja sie obudze pogodzony?? Ale pogodzony ze sobą, żebym sam sobie wpierw wybaczył i wtedy będę mógł "z tym żyć"........

Odjechałaś zostawiając mnie samego na tym świecie, z moimi myślami i wspomnieniami, pięknymi chwilami, z nową wiarą w siebie i z tęsnotą, z którą nie potrafię sobie poradzić....... "Bądź szczęśliwa Słońce gdziekolwiek jesteś........ Nie powiem "Żegnaj", "Do widzenia", bo mi to przez gardełko nie przejdzie, a głowa nie zrozumie........

WRÓĆ Z TYCH ŻAGLI,

WRÓĆ.................................................

Nie wybaczę sobie nigdy i Tobie też....... Tobie, który tym wszystkim zawładasz, zaczynasz i kończysz, dajesz i zabierasz..... Nie zostawiając nic... Każąc trwać i wierzyć... Ale w co i za co??? Bo musisz wierzyć, że tu wszystko za Nią tęskni.... a tam gdzieś na końcu ja............

"Łukaszu nie jedziesz"-te słowa kazał mi Michał powtarzać cały czas...... Nawet nie jedną a parę nocy sie z nimi przespać...... Powiedział to bardzo dosadnie...... Że wyrządzę sobie krzywdę niewyobrażalną, że mi po prostu NIE WOLNO!!
Już wiem, że nie pojadę, już nie będę szukał szansy by do Niej pojechać..... Pozostaną jedynie wspomnienia... Tylko, że tak piękne, a gdzieś pośrodku nich wielka "ciemna dziura"

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko [ok]....Że nie dałaś sie skrzywdzić i aby było tak dalej..... Że jesteś jeszcze szczęśliwsza niż byłaś, wiesz co mam na myśli...
Bo Łukasz nie da rady, nie uda mi się...... Ale to nieważne, ważne to kim jesteś Ty, Słońce Ty moje.

To ostatnie moje słowa... Wszystko się powoli kończy.... Słowa, którymi można coś wyrazić jak i zarówno człowiek wygasa.
Mam nadzieję, że sie nigdy nie dowiesz prawdy o mnie..... Jeśli jeszcze bedziesz o mnie pamietała

"Łukasz łap szczęście za ogon choćby Ci miały zostać tylko piórka"
"Nawet ten cholerny czas...... nie dobije mnie Wanduś"

Autor "Beztroski anioł - Ł.K" (08.12.2005)

Rafał © 3.04.2006